"Polskie Dzieci na Syberii" Prelekcja mgr inż. Aleksandry Szemioth, Prezesa Związku Sybiraków.

18.05.2017 r.

Masowa wywózka Polaków ze wschodnich obszarów II Rzeczpospolitej dokonana przez władze sowieckie w okresie od kampanii wrześniowej 1939 do rozpoczęcia wojny sowieckiej w 1941 należy do najbardziej tragicznych i najdłużej zakłamywanych wydarzeń historii narodu polskiego.

Łącznie wywieziono 1,5 mln Polaków. Większość wśród zesłańców stanowiły kobiety i dzieci.
Podróż do miejsca przeznaczenia była dla nich równoznaczna z wyrokiem śmierci, a zwłaszcza dla małych dzieci. zamarznięte podczas podróży dzieci wyrzucano w trakcie jazdy przez okno pociągu.

Miejscem docelowym, deportacyjnym była Syberia, a Syberia to cały kontynent i wiele zależało od tego, do której jego części rzucono polskich zesłańców. Głównie skupiska Polaków zlokalizowane były w obwodach nowosybirskim i omskim oraz w Kraju Krasnojarskim i Kraju Ałtajskim.

Z miejscem osiedlenia ściśle związany był rodzaj pracy, do której zesłańcy zostali przydzieleni. Czy dzieci pracowały? spytaliśmy prelegentkę. Tak, w tajdze dzieci pracowały przymusowo od 14 roku życia, a czasem i młodsze.

Głód, pojęty najdosłowniej, prowadzący do skrajnego wyczerpania, a nawet śmierci, to wyraźnie utrwalony w pamięci polskich zesłańców obraz syberyjskiej poniewierki.
Rodzice heroicznie walczyli o zdobycie choćby garści pożywienia dla ginących na ich oczach dzieci. Członkowie rodziny okłamywali się i zapewniali o własnej sytości by dziecko lub rodzica zachęcić do zjedzenia ostatniego kawałka chleba, ostatniego ziemniaka.

Los dzieci był dramatyczny. Ginęły przede wszystkim dzieci mniej odporne niż dorośli na ciężkie warunki życia i klimat. Największa śmiertelność była wśród tych, które przyszły na świat na zesłaniu lub narodziły się bezpośrednio przed nim - te wymarły prawie wszystkie.
Odporniejsze na warunki życia na zesłaniu były dopiero dzieci powyżej 3 lat. Wyraźnie procent śmiertelności spadał powyżej 6 lat. Wśród nich zgony następowały zwłaszcza w wyniku zachorowania na odrę, szkarlatynę, dyfteryt, zapalenie opon mózgowych, a nawet zwykłe przeziębienie, przed których powikłaniami organizmy dziecięce, wyniszczone długotrwałym głodowaniem, nie  potrafiły się bronić

Dorośli chorowali głownie na zapalenie płuc i grypę z silną gorączką. Nagminnie występowała też awitaminoza, reumatyzm, szkorbut, odmrożenia jeszcze każdy rejon miał sobie właściwe schorzenia, które w nim występowały.

Gdy matki umierały, zostawały sieroty. Nie można zatem się dziwić, iż Polacy chcieli wyrwać się z tych miejsc.

30.07.1941 r. w wyniku podpisania układu polsko-radzieckiego ogłoszono tzw. amnestię na terenie ZSRR. [Już na wiosnę 1942 r. stosunki do Polaków zaczęły się pogarszać, a na początku 1943 przeprowadzono ponowna paszportyzacje połączoną z represjami wobec odmawiających przyjęcia radzieckich dokumentów. Polacy znów  stali się obywatelami radzieckimi, politycznie podejrzanymi].

14 sierpnia w Moskwie podpisana została polsko-radziecka umowa wojskowa. Parafowali ją gen. Zygmunt Bohusz-Szyszko i gen. Andrzej Wasilewski. Przewidywała formowanie Armii Polskiej w ZSRR, będącej częścią Polskich Sił Zbrojnych.

22 sierpnia gen. Władysław Anders (zwolniony z więzienia na Łubiance) powołał Armię Polską. W Azji środkowej utworzono placówki rejestracyjne. Przybywało tysiące Polaków.
Z łagrów zwolnienie zostali pełnoletni obywatele II RP z Kresów oraz kilkanaście tysięcy przebywających na zesłaniu dzieci, niedożywionych, często chorych. Wielu z nich było już w tym czasie sierotami, niektóre nie znały swoich nazwisk.

Dzieci wzięli pod opiekę żołnierze Armii gen. Andersa, dzielili sie z nimi racjami żywnościowymi. Powołane zostały - na wzór wojskowy- Szkoła Junaków oraz Obóz Junaczek. W szkołach tych nacisk kładziono na naukę przedmiotów zawodowych oraz  wykształcenie ogólne.
Losem dzieci zainteresowały się nie tylko władze emigracyjne, ale także sojusznicze.

Uratowano 17,5 tys. dzieci. Umieszczano je w coraz lepiej przygotowanych i zorganizowanych obozach. trafiły m.in. do Indii (5 tys. dzieci), Afryki, Nowej Zelandii (700 - 2100 dzieci). Opiekę miały nadzwyczajną (polsko i angielska).

Życie tych dzieci, które przeszły przez rosyjskie łagry, po zaaklimatyzowaniu się było pełne radości, pogody, a obowiązki na nich nałożone (szkoła-zajęcia sportowe, artystyczne, harcerstwo, biblioteka) czyniły ich życie normalne.

Po zakończeniu wojny komunistyczna Warszawa próbowała zwerbować dzieci do powrotu do kraju, zwłaszcza sieroty, ale nie wróciły. Walczyczyły o nie polskie komitety opiekuńcze, działające na emigracji. Dużą grupę dzieci wywieziono do Kanady, do Meksyku. Prawie wszystkie zostały na emigracji.
17 tys. dzieci zostało utraconych przez Polskę.|
A te dzieci, które nie dołączyły do Armii  gen. Andersa  zostały w Rosji?
Gdy na terenie ZSRR powstał Związek Patriotów Polskich, otworzono ochronki dla dzieci, ale dzieci polskie zaczęły sie rusyfikować i proces ten postępował!
Powrót do Polski to dopiero lata 1945,46. Ewakuowano z ZSRR sierocińce, tworzono tez nowe na ziemiach polskich, dzieci starano się wychowywać na Polaków.
Staraniem Komisji Historycznej Związku Sybiraków przu ulicy Basztowej 22, Oddział w Krakowie z Prezesem mgr inż. Aleksandrą Szemioth, naszą prelegentką, wydano (dotychczas) 16 tomików wspomnień Sybiraków. Autorzy wspomnień pisza o swoich przeżyciach, a byli wtedy dziećmi, piszą o wydarzeniach sprzed ponad 50 lat. Dowiadujemy się o tragediach osobistych ludności polskiej i o jej trudnych losach.. Te pamiętniki: "Tak było.....Sybiracy" to obraz Syberii.

Podziękowaliśmy Pani Prezes za wykład. Naszą powinnością jest upamiętnianie tragicznych losów rodzin polskich, ewakuowanych na Syberię w czasie II wojny światowej. O tym zapomnieć nam nie wolno!

Przygotowała: Barbara Rosławiecka

PS. Ponieważ przepisywałam ten tekst tuż przed tegorocznym Dniem Dziecka, nachodziły mnie takie refleksyjne myśli o tych wojennych dzieciach.
Z pewnością miały marzenia, z pewnością z najprostszych gałganków robiły sobie lalki, a z drzewa w tajdze samochodziki, to jednak los obszedł się z nimi bestialsko. Wojna pozbawiła ich dzieciństwa, które jest takie ważne w każdym życiu. Mam tylko głęboką nadzieję, że dorosłe życie wynagrodziło im te krzywdy.
Ale powinniśmy opowiadać naszych dzieciom, wnukom, te straszne historie, bo nic nie dano nam na zawsze, żeby te radosne Dni Dziecka z elektronicznymi  gadżetami  trwały zawsze, żeby nigdy nie zostały im odebrane przez wciąż trwające konflikty w świecie.

Komentarz: Zofia Cześnikiewicz
 

Data opublikowania: 30.05.2017
Osoba publikująca: Kamil Jodłowiec